Zaginęło dziecko. A można było temu zapobiec

 

 

„3-letnia dziewczynka zgubiła się na plaży”, „Ostatni raz chłopca widziano w wodzie”, „Rodzice szaleli z niepokoju.” – Wraz z nadejściem wakacji, prasowe nagłówki zwiastują rodzinne tragedie, którym często można było zapobiec. Większość z nas chciałaby zaistnieć na łamach prasowych jako bohater interesującego wydarzenia, jednak najprawdopodobniej nie znalazłby się  nikt, kto chciałby o sobie przeczytać nagłówek w powyższym tonie. Niestety, podczas wakacyjnego wypoczynku czujność rodziców zwykle bywa uśpiona. Wystarczy chwila nieuwagi, by maluch się zgubił. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Jednak co zrobić, jeżeli dziecko się już zgubi?

Zdenerwowani rodzice często popadają w popłoch. Obwiniają się, które z nich miało pilnować malucha. Działają chaotycznie. Tymczasem do racjonalnego działania potrzebny jest spokój. W afekcie trudno opanować nerwy. Na szczęście jednak z problemem nie pozostajemy sami. O zaistniałym zdarzeniu trzeba zawiadomić WOPR. Najszybciej jak to możliwe. Ratownicy, policjanci, którzy często patrolują plaże, natychmiast uruchomią procedurę poszukiwawczą. Do akcji można zaangażować także turystów. Ich pomoc bywa nieoceniona. Turyści nie zawsze jednak reagują na płaczące czy wystraszone dziecko, które idzie brzegiem morza. Trzeba ich wezwać do działania, a wtedy jak pocztą pantoflową informacja o tym, że zaginęło dziecko, dotrze do tych, do których rodzice nie byliby w stanie dotrzeć, działając tylko we dwoje.

Tylko spokój i współpraca mogą nas uratować.

 

 

Zgubiłem się. I co teraz?

 

Wystarczy chwila nieuwagi podczas przygotowywania rodzinnej strefy wypoczynku, by ciekawość poznania nowego wezwała malucha do poszukiwania wyzwań w wodzie, na wydmach, z dala od rodziców. Na wypadek takiego zdarzenia można się jednak w pewien sposób przygotować i wyposażyć dziecko w pewien zasób wiedzy, która ułatwi powrót w bezpieczne ramiona mamy i taty.

Sposobów jest kilka.

  • Warto umówić się z dzieckiem, że gdyby się zgubiło, o pomoc w odnalezieniu rodziców może poprosić ratownika. Oczywiście trzeba mu wcześniej pokazać, gdzie znajduje się ratownicze stanowisko i jak wyglądają ratownicy, by wiedziało do kogo się zwrócić.

 

  • Starszym dzieciom można wskazać miejsce zbiórki mówiąc – gdybyśmy stracili się z oczu, czekaj na mnie przy wejściu nr X na plażę, przy budce z lodami, przy wieży ratowniczej itp. Ważne, by punkt spotkania nie był mobilny, np. wózek z napojami może się przemieszczać po plaży, co sprawi, że nasz orientacyjny punkt zmieni lokalizację, utrudniając odnalezienie.

 

  • Dobrze, by małe dziecko potrafiło powiedzieć, jak ma na imię i jak się nazywa. Jeżeli zapamięta imiona rodziców, jak są ubrani, jakiego koloru jest parawan albo parasol przeciwsłoneczny, dostarczą ratownikom dodatkowych, cennych informacji.

 

  • Dziecko, które ma charakterystyczne elementy garderoby łatwiej odnaleźć w tłumie. W upalny dzień trudno o coś więcej niż strój kąpielowy czy nakrycie głowy. To jednak wystarczy, by ludzie łatwiej kojarzyli chłopca w śmiesznej czapeczce lub dziewczynkę we wściekle różowym kostiumie.

 

  • Balonik z helem. Które dziecko się zbuntuje? Kolorowy balonik można przyczepić do ubranka lub rączki, dzięki czemu nawet z dużej odległości będzie je widać.

 

  • Przydatna może się okazać opaska identyfikacyjna, którą zakłada się na nadgarstek. Taki identyfikator można kupić w internecie lub (na niektórych plażach) otrzymać od ratownika. Jest na nim nr telefonu alarmowego oraz miejsce na wpisanie nr do rodziców. Wystarczy, że maluch pokaże opaskę zaufanej osobie (np. ratownik, strażnik miejski, policjant), która wykona telefon do rodziców. Jeżeli nie mamy takiej opaski, dane można zapisać (najlepiej wodoodpornym flamastrem) na zwykłym identyfikatorze konferencyjnym przyczepionym do ubranka lub po prostu na ręce dziecka.

 

  • Zdjęcie to element ułatwiający poszukiwania. Każdy z nas ma telefon, a wielu nie rozstaje się z nim nawet na plaży. Fotka sprawi, że nie będziemy musieli sobie przypominać, w co dziecko było ubrane. Poza tym pokazana ratownikom i innym osobom zaangażowanym w poszukiwania ułatwi akcję.

 

  • Nie każdy lubi się uczyć. Wklepywanie na pamięć nr telefonu alarmowego czy telefonu rodziców, to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej. Najlepszym sposobem na zapamiętanie czegoś ważnego jest nauka przez zabawę. Gubienie się i odnajdywanie można przećwiczyć z dzieckiem, zanim jeszcze pojedziemy na urlop. Taka zabawa może nieść ze sobą dużo wspaniałych emocji.

 

 

 

Ratownicy mają latem ręce pełne roboty. I choć rodzice przestrzegają dzieci przed niebezpieczeństwem, maluchy często jak kamień w wodę przepadają w tłumie plażowiczów. Jeżeli dziecko nie ma na główce charakterystycznej czapeczki lub jaskrawego kostiumu kąpielowego, który wyróżnia się z tłumu, rodzice mogą mieć problem z jego odnalezieniem. Taka niesubordynacja może być przyczyną silnego stresu i negatywnych emocji będących udziałem zarówno dziecka, jak i rodziców. Czasem mija kilka minut, czasem niestety wiele godzin, zanim dziecko się odnajdzie. Zdarzają się też sytuacje najbardziej brzemienne w skutkach, kiedy to rodzice wracają do domu już tylko we dwoje. Trzeba sobie uświadomić, że wakacyjna laba nie może nas pozostawić obojętnych na to, co robi dziecko. Mam nadzieję, że kilka powyższych porad przyda Wam się nie tylko podczas urlopu nad morzem, ale także podczas wizyt w galeriach handlowych, wyjść na koncert czy innego rodzaju event i uchroni Waszą rodzinę przed niepotrzebnym stresem. A jeżeli zdarzy się, że dziecko się zgubi, wszyscy będziecie wiedzieli jak się zachować, by cała historia zakończyła się happy endem.